Marzenie nastolatek - ONE DIRECTION
środa, 22 maja 2013
wtorek, 30 kwietnia 2013
Part 12.
Oczami Harrego
Była dziewczyną o średnim wzroście, ciemnych, dużych oczach; i falowanych, brązowych włosach. Chyba falowanych, ponieważ były całe mokre, zresztą tak jak i całe jej ubranie. Na jej twarzy malowało się rozpacz, a oczy miała przekrwione od płaczu.
- Przepraszam - zagadnąłem - Mogę ci jakoś pomóc?
- Tak. - warknęła - Wyprowadź mnie z tego cholernego lasu czy co to jest!
Skinąłem głową i złapałem ją pod ramię, a ponieważ nie sprzeciwiła się to ruszyłem do wyjścia. Po niecałych dwóch minutach wyprowadziłem ją na parking.
- Prosze. wyprowadziłem cię - uśmiechnąłem się.
- Dzięki. -mruknęła i zaczęła oddalać się w stronę centrum.
- Może dasz się zaprosić na herbatę? Dam ci jakieś suche ciuch. Pewnie masz daleko do domu. - zawołałem za nią.
- Nie przyjmuję zaproszeń nieznajomych. - zatrzymała się.
- Jestem Harry. Teraz dasz się zaprosić?
- Zapraszasz do domu nieznajomą? Mama niczego cię nie nauczyła? - po jej twarzy przemknął uśmiech.
- Jeżeli jest tak piękna jak ty, to owszem. Mama uczyła mnie bym nie zapraszał do domu starych pedofili - parsknąłem.
- A więc dobrze. Prowadź, Haroldzie - podeszła i z powrotem wsunęła rękę pod moje ramię.
5 minut później
- To jak powiesz mi jak się nazywasz? - zapytałem.
- Ola. Alexis. - mruknęła.
- Ładnie - szepnąłem.
do domu doszliśmy w niecałe 15 minut.
- Aha, nie przejmuj się moimi kumplami. To nieźli palanci. Lubią ładne dziewczyny. - ostrzegłem z uśmiechem.
- Mieszkasz z kolegami? - zdziwiła się - W takiej chacie? Bez rodziców?
- Tak. Tak jakoś, tak - zmarszczyłem brwi.
- Co jest? - zapytała.
- Nic. Chodź.
Otworzyłem przed nią drzwi.
Oczami Alexis
Pierwsze co usłyszałam do głośne śmiechy - męskie i dziewczęce. Harry poprowadził mnie do salonu. Na kanapie, fotelach i ziemi siedziała grupka osób. Zauważyłam, że dwie z nich to moje dwie nowe koleżanki z klasy - Susan i Louisa.
- Alexis? - wykrzyknęła Sus.
- Co ty tu robisz? - zapytała z uśmiechem Lou - O mój Boże! Jesteś cała mokra. Chodź dam ci coś suchego.
- Nie, dzięki. Harry miał mi coś zaraz przynieść. - mruknęłam.
- Zanim Hazza coś ci przyniesie to zdążysz się przeziębić. Wiesz jacy są faceci. - zaśmiała się i pociągnęła mnie na górę - Niestety nie mamy z Zuzą tu żadnych swoich ciuchów. Poszperamy więc w szafach chłopaków.
Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć już wciągnęła mnie do jakiegoś pokoju.
- Sypialnia Stylesa. Harrego. - powiedziała i ruszyła w stronę szafy. Po chwili przeglądania wyciągnęła z niej to.
- Masz. Przynajmniej będziesz sucha - uśmiechnęła się i wyprowadziła mnie z pokoju. Następnie otworzyła inne drzwi i powiedziała:
- Tu możesz się spokojnie przebrać. Na pewno nikt do ciebie nie zajrzy.
I wyszła.
Zostałam w przepięknym pokoju.
Przebrałam się, a mokre ubrania powiesiłam na krzesło. Wyszłam na korytarz i zeszłam na dół. Tym razem wszyscy siedzieli na kanapie. Louisa na kolanach jakiegoś blondyna, a Susan na jakimś Mulacie. Pozostała dwójka siedziała bez "damy serca". Nigdzie nie widziałam Hazzy.
- Widzieliście gdzieś Harrego? - zapytałam cicho.
- Już idę. - odezwał się za mną głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam loczka w fartuszku i z herbatą na tacy. Mało nie wybuchłam śmiechem.
- Od kiedy to do robienia herbaty zakłada się fartuch? - zapytałam.
- Od dzisiaj - uśmiechnął się i postawił szklankę na stoliku. Wzięłam ją i usiadłam w fotelu. Harold usadowił się na sąsiednim.
- A więc to jest Lo... - nie zdążył dokończyć.
- Je już znam. Louisa i Susan. Tak, wiem. - przerwałam mu.
- No to, to jest... - i zaczął przedstawiać chłopaków. Zayn, Niall, Louis, Liam. - A to jest alexis. Ola. - zwrócił się do pozostałych.
- Hej!
- Miło cię poznać!
- Tak, mi też jest miło - uśmiechnęłam się, ale nieco z przymusu.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, al w głowie słyszałam tylko głos Louisy: "Nasi chłopacy są <sławni>". Wreszcie nie wytrzymałam i zapytałam:
- Jesteście sławni?
Wszyscy nagle umilkli, a ja się zaczerwieniłam. Wiem, że wyskoczyłam z tym pytaniem jak Filip z konopi.
- Yhm... tak - potwierdził Liam.
- Gwiazdami rocka to wy raczej nie jesteście. Więc kim?
- Jesteśmy zespołem popowym. One Direction. Mówi ci to coś? - Harry spojrzał na mnie.
One Direction, One Direction... One Direction? Tak, wiem. Słyszałam o nich w telewizji, radiu, ale szczerze mówiąc nie znam ich twórczości.
- Tak, coś mi świta - mruknęłam - Ale nigdy nie słyszałam żadnej waszej piosenki. Chyba, że słyszałam, ale nie wiedziałam kto jest jej wykonawcą. Wiecie nie przesiaduję w pokoju i nie słucham całodobowo radia.
- A chciałabyś, żebyśmy coś włączyli? - Lou podszedł do DVD i zaczął szukać jakiejś płyty.
- Tam, możecie coś zapuścić. - nie interesowało mnie to jakoś nadzwyczajnie, ale mimo to chciałam usłyszeć ich śpiew.
- Ok. To może More Than This? Co chłopaki? - Louis zwrócił się do zespołu.
- Dobra, niech będzie - Harry odpowiedział kumplowi, ale przyglądał się mnie.
- Jestem gdzieś brudna czy co? Czego się gapisz? - zaczęłam wycierać usta wierzchem dłoni.
- Nie. jesteś nieskazitelna. - westchnął.
- Przestań.
- Dlaczego? - zamrugał zdziwiony.
- Bo tak. - "postawiłam kropkę nad i" i odwróciłam od niego twarz.
W tej samej chwili z głośników poleciała cicha melodia. Usiadłam wygodniej i wsłuchiwałam się w brzmienie gitary. Piosenka była wolna. Po kolei starałam się wyłapać kto kiedy śpiewa. Mieli naprawdę czyste głosy. Co prawda nie dorównywali takim gwiazdom jak Depeche Mode czy Guns 'n' Roses, ale i tak słychać, że już odnieśli globalny sukces. Piosenka się skończyła, a ja dalej w oddali słyszałam cichą melodię gitary i ich głosów.
- I jak? - szepnął podniecony Hazza.
Nie odpowiedziałam tylko w zamyśleniu pokiwałam głową.
- Podobała ci się?! - wykrzyknął Niall.
Znowu kiwnęłam głową, ale tym razem dodałam do tego tez słowa.
- Macie silne głosy. Piękne. Nie słucham tego typu muzyki, ale z czystym sercem przyznaję, że podobało mi się. - zamyśliłam się - Ile czasu już razem śpiewacie?
- Z trzy lata. - powiedział Zayn.
- To sporo. A jak zaczynaliście?
Chłopcy opowiedzieli mi cało historie ich zespołu. Od castingów w X-Factorze do dnia dzisiejszego. Skończyli opowieść i po chwili zboczyli z tematu. Zaczęłam się nudzić, bo nie mogłam dołączyć do ich wesołej rozmowy. Nie byłam z ich świata. Nie mieliśmy wspólnych tematów. Nie zostałam całkowicie wtajemniczona w ich otoczenie. Może to i dobrze. Ja byłam samotna, a oni lubili towarzystwo. Dla nich przyjaciele to cały świat. Moim przyjacielem był iPhone i słuchawki; spokój, a nie cosobotnie imprezy, bale, koncerty i inne. Więc jaki jest sens siedzenia z nimi jeżeli nie mamy takich samych poglądów, gustów.
- Harry, ja będę się zbierać. - zaczęłam wstawać.
- Co? - zapytał nieprzytomnie, jakby dopiero obudzony z długiego transu.
- Idę do domu. Twoje ubrania - jeżeli nie mas nic przeciwko - oddam dziewczynom w szkole. A teraz pójdę po swoje rzeczy, jeżeli pozwolisz.
Skierowałam się w stronę schodów i wspięłam się na górę. Weszłam do pokoju i zabrałam swoje wilgotne już ciuch. Loczek czekał na mnie przy drzwiach sypialni.
- Mogę cię odwieść, jeśli chcesz. - zaproponował.
- Nie, dziękuję. I tak dużo już zrobiłeś - spojrzałam na ubranie, które miałam na sobie.
- Nie ma problemu. Ciuchów możesz nie oddawać - westchnął - Jeżeli już zdecydowałem się ci pomóc to muszę wykonać swoje zadanie do końca.
- Dobrze. Odwieź mnie.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do jego samochodu. Przez całą drogę milczeliśmy. Dopiero gdy zatrzymaliśmy się przed podjazdem domu mojej ciotki, chłopak powiedział:
- Dziękuję, że zgodziłaś się bym ci pomógł.
- To raczej ja powinnam ci podziękować.
- I tak to j a ci dziękuję.
- W porządku. Nie ma za co - zmieszałam się - Ok, to ja lecę. Pa. - zanim zdążyłam wysiąść z auta Harry złapał mnie za nadgarstek i lekko pociągnął w swoją stronę. Gdy nasze usta dzieliło 10 centymetrów nagle odwróciłam głowę.
- Przepraszam. Nie mogę. - wydukałam i wyślizgnęłam się z Audi. Przebiegłam przez trawnik i wbiegając do budynku lekko obejrzałam się przez ramię. Było za ciemno bym mogła zobaczyć jego twarz. Niestety.
Oczami Harrego
Byliśmy tak blisko. Tak bardzo chciałem mieć ją w swoich ramionach, czuć smak jej ust. Już tak wyraźnie czułem zapach jej skóry, ciepło bijące od jej ciała.
A ona tak nagle się odsunęła.
Nie wiedziałem co myśleć, Nie wiedziałem co o n a mogła myśleć. Czy w jej oczach jestem obrzydliwy, odrażający? A może ona jest już zajęta? Może to ktoś inny ma przyjemność smakowania jej ust? Postanowiłem dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Będę o nią walczył.
Popatrzyłem na bdynek, w którym dopiero znikła i nacisnąłem pedał gazu.
Wróciłem do d o m u. Do p r z y j a c i ó ł.
Oczami Susan
Siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Po jakimś czasie zauważyłam, że fotel, w którym siedziała Alexis jest pusty. Spojrzałam na Harrego, ale jego również nie było. Wzruszyłam tylko ramionami i szepnęłam do Zayna:
- Nudzi mi się. Pójdziemy na górę?
- Po co? - popatrzył na mnie zmysłowo.
- Może pokarzesz mi swoją sypialnię, hę? - zaśmiałam się.
- Z przyjemnością. - wstał i podał mi rękę.
- A wy gdzie? - zawołał za nami Lou.
- Na górę - odkrzyknął Zay i pociągnął mnie na schody.
Wpadliśmy do sypialni i opadliśmy na łóżko.
- Cóż, widzę, że bardziej interesowało cię moje łóżko, a nie wystrój mojej sypialni.
- Może i tak. - szepnęłam.
Zaczęliśmy się całować. Nie tak jak zawsze. Namiętniej.
- Na pewno tego chcesz? - wydyszał między pocałunkami.
- Tak - mruknęłam i przerzuciłam go na plecy. Siedziałam okrakiem na jego brzuchu. Zdjęłam koszulkę, a on rozpiął mi jeansy. Potem przyszła kolej na niego.
- Jesteś taka piękna. - wymruczał i rozpiął mi stanik.
- A ty taki uroczy. - złożyłam na jego ustach długi, namiętny pocałunek.
To było cudowne doświadczenie. Kochaliśmy się całkiem długo, więc gdy wreszcie się ubraliśmy za oknem było już ciemno. Nie słyszeliśmy już rozmów z dołu, więc zeszliśmy tam.
Zastaliśmy czwórkę śpiących ludzi. Liam położył się na podłokietniku, Louis ułożył się na Daddym, a Niall i Louisa siedzieli wtuleni w siebie na fotelu. Nigdzie nie widzieliśmy Harrego, więc założyliśmy, że jest w swoim pokoju.
Chcąc, nie chcąc musiałam obudzić siostrę, bo musiałyśmy wracać do domu. Jutro szkoła.
Luiza obudziła się, ale zachowywała się półprzytomnie. Poszłam do kuchni i nalałam trochę wody do szklanki. Wróciłam do salonu i chlusnęłam płynem w twarz siostry. Podskoczyła i natychmiat otworzyła szeroko oczy.
- Osz kurwa. Co... co... co się dzieje? - wykrzyknęła.
- Pora wstawać, leniu. - zawołałam.
Lou spojrzała na mnie niechętnie i flegmatycznie zaczęła wyczołgiwać się z uścisku Irlandczyka. Blondyn, śpiąc głęboko, nie protestował.
Zayn postanowił nas odwieść, więc już około 23:00 byłyśmy w domu.
Była dziewczyną o średnim wzroście, ciemnych, dużych oczach; i falowanych, brązowych włosach. Chyba falowanych, ponieważ były całe mokre, zresztą tak jak i całe jej ubranie. Na jej twarzy malowało się rozpacz, a oczy miała przekrwione od płaczu.
- Przepraszam - zagadnąłem - Mogę ci jakoś pomóc?
- Tak. - warknęła - Wyprowadź mnie z tego cholernego lasu czy co to jest!
Skinąłem głową i złapałem ją pod ramię, a ponieważ nie sprzeciwiła się to ruszyłem do wyjścia. Po niecałych dwóch minutach wyprowadziłem ją na parking.
- Prosze. wyprowadziłem cię - uśmiechnąłem się.
- Dzięki. -mruknęła i zaczęła oddalać się w stronę centrum.
- Może dasz się zaprosić na herbatę? Dam ci jakieś suche ciuch. Pewnie masz daleko do domu. - zawołałem za nią.
- Nie przyjmuję zaproszeń nieznajomych. - zatrzymała się.
- Jestem Harry. Teraz dasz się zaprosić?
- Zapraszasz do domu nieznajomą? Mama niczego cię nie nauczyła? - po jej twarzy przemknął uśmiech.
- Jeżeli jest tak piękna jak ty, to owszem. Mama uczyła mnie bym nie zapraszał do domu starych pedofili - parsknąłem.
- A więc dobrze. Prowadź, Haroldzie - podeszła i z powrotem wsunęła rękę pod moje ramię.
5 minut później
- To jak powiesz mi jak się nazywasz? - zapytałem.
- Ola. Alexis. - mruknęła.
- Ładnie - szepnąłem.
do domu doszliśmy w niecałe 15 minut.
- Aha, nie przejmuj się moimi kumplami. To nieźli palanci. Lubią ładne dziewczyny. - ostrzegłem z uśmiechem.
- Mieszkasz z kolegami? - zdziwiła się - W takiej chacie? Bez rodziców?
- Tak. Tak jakoś, tak - zmarszczyłem brwi.
- Co jest? - zapytała.
- Nic. Chodź.
Otworzyłem przed nią drzwi.
Oczami Alexis
Pierwsze co usłyszałam do głośne śmiechy - męskie i dziewczęce. Harry poprowadził mnie do salonu. Na kanapie, fotelach i ziemi siedziała grupka osób. Zauważyłam, że dwie z nich to moje dwie nowe koleżanki z klasy - Susan i Louisa.
- Alexis? - wykrzyknęła Sus.
- Co ty tu robisz? - zapytała z uśmiechem Lou - O mój Boże! Jesteś cała mokra. Chodź dam ci coś suchego.
- Nie, dzięki. Harry miał mi coś zaraz przynieść. - mruknęłam.
- Zanim Hazza coś ci przyniesie to zdążysz się przeziębić. Wiesz jacy są faceci. - zaśmiała się i pociągnęła mnie na górę - Niestety nie mamy z Zuzą tu żadnych swoich ciuchów. Poszperamy więc w szafach chłopaków.
Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć już wciągnęła mnie do jakiegoś pokoju.
- Sypialnia Stylesa. Harrego. - powiedziała i ruszyła w stronę szafy. Po chwili przeglądania wyciągnęła z niej to.
- Masz. Przynajmniej będziesz sucha - uśmiechnęła się i wyprowadziła mnie z pokoju. Następnie otworzyła inne drzwi i powiedziała:
- Tu możesz się spokojnie przebrać. Na pewno nikt do ciebie nie zajrzy.
I wyszła.
Zostałam w przepięknym pokoju.
Przebrałam się, a mokre ubrania powiesiłam na krzesło. Wyszłam na korytarz i zeszłam na dół. Tym razem wszyscy siedzieli na kanapie. Louisa na kolanach jakiegoś blondyna, a Susan na jakimś Mulacie. Pozostała dwójka siedziała bez "damy serca". Nigdzie nie widziałam Hazzy.
- Widzieliście gdzieś Harrego? - zapytałam cicho.
- Już idę. - odezwał się za mną głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam loczka w fartuszku i z herbatą na tacy. Mało nie wybuchłam śmiechem.
- Od kiedy to do robienia herbaty zakłada się fartuch? - zapytałam.
- Od dzisiaj - uśmiechnął się i postawił szklankę na stoliku. Wzięłam ją i usiadłam w fotelu. Harold usadowił się na sąsiednim.
- A więc to jest Lo... - nie zdążył dokończyć.
- Je już znam. Louisa i Susan. Tak, wiem. - przerwałam mu.
- No to, to jest... - i zaczął przedstawiać chłopaków. Zayn, Niall, Louis, Liam. - A to jest alexis. Ola. - zwrócił się do pozostałych.
- Hej!
- Miło cię poznać!
- Tak, mi też jest miło - uśmiechnęłam się, ale nieco z przymusu.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, al w głowie słyszałam tylko głos Louisy: "Nasi chłopacy są <sławni>". Wreszcie nie wytrzymałam i zapytałam:
- Jesteście sławni?
Wszyscy nagle umilkli, a ja się zaczerwieniłam. Wiem, że wyskoczyłam z tym pytaniem jak Filip z konopi.
- Yhm... tak - potwierdził Liam.
- Gwiazdami rocka to wy raczej nie jesteście. Więc kim?
- Jesteśmy zespołem popowym. One Direction. Mówi ci to coś? - Harry spojrzał na mnie.
One Direction, One Direction... One Direction? Tak, wiem. Słyszałam o nich w telewizji, radiu, ale szczerze mówiąc nie znam ich twórczości.
- Tak, coś mi świta - mruknęłam - Ale nigdy nie słyszałam żadnej waszej piosenki. Chyba, że słyszałam, ale nie wiedziałam kto jest jej wykonawcą. Wiecie nie przesiaduję w pokoju i nie słucham całodobowo radia.
- A chciałabyś, żebyśmy coś włączyli? - Lou podszedł do DVD i zaczął szukać jakiejś płyty.
- Tam, możecie coś zapuścić. - nie interesowało mnie to jakoś nadzwyczajnie, ale mimo to chciałam usłyszeć ich śpiew.
- Ok. To może More Than This? Co chłopaki? - Louis zwrócił się do zespołu.
- Dobra, niech będzie - Harry odpowiedział kumplowi, ale przyglądał się mnie.
- Jestem gdzieś brudna czy co? Czego się gapisz? - zaczęłam wycierać usta wierzchem dłoni.
- Nie. jesteś nieskazitelna. - westchnął.
- Przestań.
- Dlaczego? - zamrugał zdziwiony.
- Bo tak. - "postawiłam kropkę nad i" i odwróciłam od niego twarz.
W tej samej chwili z głośników poleciała cicha melodia. Usiadłam wygodniej i wsłuchiwałam się w brzmienie gitary. Piosenka była wolna. Po kolei starałam się wyłapać kto kiedy śpiewa. Mieli naprawdę czyste głosy. Co prawda nie dorównywali takim gwiazdom jak Depeche Mode czy Guns 'n' Roses, ale i tak słychać, że już odnieśli globalny sukces. Piosenka się skończyła, a ja dalej w oddali słyszałam cichą melodię gitary i ich głosów.
- I jak? - szepnął podniecony Hazza.
Nie odpowiedziałam tylko w zamyśleniu pokiwałam głową.
- Podobała ci się?! - wykrzyknął Niall.
Znowu kiwnęłam głową, ale tym razem dodałam do tego tez słowa.
- Macie silne głosy. Piękne. Nie słucham tego typu muzyki, ale z czystym sercem przyznaję, że podobało mi się. - zamyśliłam się - Ile czasu już razem śpiewacie?
- Z trzy lata. - powiedział Zayn.
- To sporo. A jak zaczynaliście?
Chłopcy opowiedzieli mi cało historie ich zespołu. Od castingów w X-Factorze do dnia dzisiejszego. Skończyli opowieść i po chwili zboczyli z tematu. Zaczęłam się nudzić, bo nie mogłam dołączyć do ich wesołej rozmowy. Nie byłam z ich świata. Nie mieliśmy wspólnych tematów. Nie zostałam całkowicie wtajemniczona w ich otoczenie. Może to i dobrze. Ja byłam samotna, a oni lubili towarzystwo. Dla nich przyjaciele to cały świat. Moim przyjacielem był iPhone i słuchawki; spokój, a nie cosobotnie imprezy, bale, koncerty i inne. Więc jaki jest sens siedzenia z nimi jeżeli nie mamy takich samych poglądów, gustów.
- Harry, ja będę się zbierać. - zaczęłam wstawać.
- Co? - zapytał nieprzytomnie, jakby dopiero obudzony z długiego transu.
- Idę do domu. Twoje ubrania - jeżeli nie mas nic przeciwko - oddam dziewczynom w szkole. A teraz pójdę po swoje rzeczy, jeżeli pozwolisz.
Skierowałam się w stronę schodów i wspięłam się na górę. Weszłam do pokoju i zabrałam swoje wilgotne już ciuch. Loczek czekał na mnie przy drzwiach sypialni.
- Mogę cię odwieść, jeśli chcesz. - zaproponował.
- Nie, dziękuję. I tak dużo już zrobiłeś - spojrzałam na ubranie, które miałam na sobie.
- Nie ma problemu. Ciuchów możesz nie oddawać - westchnął - Jeżeli już zdecydowałem się ci pomóc to muszę wykonać swoje zadanie do końca.
- Dobrze. Odwieź mnie.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do jego samochodu. Przez całą drogę milczeliśmy. Dopiero gdy zatrzymaliśmy się przed podjazdem domu mojej ciotki, chłopak powiedział:
- Dziękuję, że zgodziłaś się bym ci pomógł.
- To raczej ja powinnam ci podziękować.
- I tak to j a ci dziękuję.
- W porządku. Nie ma za co - zmieszałam się - Ok, to ja lecę. Pa. - zanim zdążyłam wysiąść z auta Harry złapał mnie za nadgarstek i lekko pociągnął w swoją stronę. Gdy nasze usta dzieliło 10 centymetrów nagle odwróciłam głowę.
- Przepraszam. Nie mogę. - wydukałam i wyślizgnęłam się z Audi. Przebiegłam przez trawnik i wbiegając do budynku lekko obejrzałam się przez ramię. Było za ciemno bym mogła zobaczyć jego twarz. Niestety.
Oczami Harrego
Byliśmy tak blisko. Tak bardzo chciałem mieć ją w swoich ramionach, czuć smak jej ust. Już tak wyraźnie czułem zapach jej skóry, ciepło bijące od jej ciała.
A ona tak nagle się odsunęła.
Nie wiedziałem co myśleć, Nie wiedziałem co o n a mogła myśleć. Czy w jej oczach jestem obrzydliwy, odrażający? A może ona jest już zajęta? Może to ktoś inny ma przyjemność smakowania jej ust? Postanowiłem dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Będę o nią walczył.
Popatrzyłem na bdynek, w którym dopiero znikła i nacisnąłem pedał gazu.
Wróciłem do d o m u. Do p r z y j a c i ó ł.
Oczami Susan
Siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Po jakimś czasie zauważyłam, że fotel, w którym siedziała Alexis jest pusty. Spojrzałam na Harrego, ale jego również nie było. Wzruszyłam tylko ramionami i szepnęłam do Zayna:
- Nudzi mi się. Pójdziemy na górę?
- Po co? - popatrzył na mnie zmysłowo.
- Może pokarzesz mi swoją sypialnię, hę? - zaśmiałam się.
- Z przyjemnością. - wstał i podał mi rękę.
- A wy gdzie? - zawołał za nami Lou.
- Na górę - odkrzyknął Zay i pociągnął mnie na schody.
Wpadliśmy do sypialni i opadliśmy na łóżko.
- Cóż, widzę, że bardziej interesowało cię moje łóżko, a nie wystrój mojej sypialni.
- Może i tak. - szepnęłam.
Zaczęliśmy się całować. Nie tak jak zawsze. Namiętniej.
- Na pewno tego chcesz? - wydyszał między pocałunkami.
- Tak - mruknęłam i przerzuciłam go na plecy. Siedziałam okrakiem na jego brzuchu. Zdjęłam koszulkę, a on rozpiął mi jeansy. Potem przyszła kolej na niego.
- Jesteś taka piękna. - wymruczał i rozpiął mi stanik.
- A ty taki uroczy. - złożyłam na jego ustach długi, namiętny pocałunek.
To było cudowne doświadczenie. Kochaliśmy się całkiem długo, więc gdy wreszcie się ubraliśmy za oknem było już ciemno. Nie słyszeliśmy już rozmów z dołu, więc zeszliśmy tam.
Zastaliśmy czwórkę śpiących ludzi. Liam położył się na podłokietniku, Louis ułożył się na Daddym, a Niall i Louisa siedzieli wtuleni w siebie na fotelu. Nigdzie nie widzieliśmy Harrego, więc założyliśmy, że jest w swoim pokoju.
Chcąc, nie chcąc musiałam obudzić siostrę, bo musiałyśmy wracać do domu. Jutro szkoła.
Luiza obudziła się, ale zachowywała się półprzytomnie. Poszłam do kuchni i nalałam trochę wody do szklanki. Wróciłam do salonu i chlusnęłam płynem w twarz siostry. Podskoczyła i natychmiat otworzyła szeroko oczy.
- Osz kurwa. Co... co... co się dzieje? - wykrzyknęła.
- Pora wstawać, leniu. - zawołałam.
Lou spojrzała na mnie niechętnie i flegmatycznie zaczęła wyczołgiwać się z uścisku Irlandczyka. Blondyn, śpiąc głęboko, nie protestował.
Zayn postanowił nas odwieść, więc już około 23:00 byłyśmy w domu.
Od Autora:
No więc jest następny rozdział :) Mam nadzieję, że się spodobał :D
Jak już pewnie zauważyliście postanowiłam pisać dłuższe rozdziały :) Chyba są dobre xd
Liczę na komentarze.
Dziękuję z tyle wyświetleń ;*****
~ Luizka
środa, 24 kwietnia 2013
Part 11.
Obudziłam się około 5:30 rano. Cała oblana byłam zimnym potem. Trzęsłam się i nie mogłam nad tym zapanować. Tej nocy znowu na nowo przezywałam śmierć Daniela. Na szczęście to nie była rzeczywistość tylko wspomnienia, zły sen. Czułam, że powinnam przespać się jeszcze przynajmniej pół godziny, ale sen niestety postanowił już ode mnie odejść. Wstałam więc z łóżka i zawlokłam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie pidżamę i weszłam pod ciepły strumień wody. Nałożyłam na głowę szampon i zaczęłam tworzyć z niego pianę. Po kilku minutach spłukałam włosy i ciało, i wyszłam spod prysznica. Dokładnie wytarłam się ręcznikiem, założyłam szlafrok i wróciłam do pokoju. Usiadłam przed toaletką i zaczęłam rozczesywać i suszyć mokre splątane włosy. Następnie ubrałam się w to. Gdy zeszłam na dół do kuchni była 7:00. Zaparzyłam sobie kawę i zrobiłam tosty. Kiedy byłam w połowie śniadanka na dół zeszła też Zuza. Tak jak ja zostawiła włosy rozpuszczone, a założyła na siebie to.
- Hej! - mimo fatalnej pobudki czułam, że ten dzień będzie udany.
- Yhym... - siostra chyba nie podzielała mojego entuzjazmu. Zobaczywszy automat do kawy, poleciała do niego jak na skrzydłach.
- Następnym razem po prostu nie pisz do ana z Zaynem.
- Nie pisaliśmy.
- Jasnee.
- Dobra, cicho - uśmiechnęła się.
Koniec śniadania zjadłyśmy w milczeniu, bo Sus nie była dzisiaj rozmowna. Gdyby nie puder pewnie zobaczyłabym pod jej oczami wielkie wory. W sumie u mnie było podobnie, tyle że ja spałam. Niekoniecznie dobrze, ale spałam.
Poszłam na górę po torebkę z książkami i z powrotem wróciłam na dół.Teraz dołączyła do nas też mama. Tata był już w pracy.
- Cześć, córeczko - przywitała się - Jak się spało?
- Nieźle - zamyśliłam się - Nie licząc koszmarów. Tak, tego samego co zawsze.
- Och, przykro mi - zmieszała się.
- Mamo, nie martw się. Przywykłam... prawie.
Postawiłam torbę w holu. Była 7:40, więc autobus miałyśmy dopiero za jakieś 20 minut, bo dzisiaj nasze lekcje zaczynały się o 8:30. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk sms'a dochodzącego z mojej kieszeni. Wyjęłam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Niall.
" Dzień dobry, słoneczko :) Postanowiliśmy z chłopakami nie zostawiać was na pastwę losu. Około 8:00 ktoś zapuka do waszych drzwi :D Kocham Cię, Niall :*"
- Hej, Zuza, patrz - pokazałam jej esa.
- "Ktoś zapuka do waszych drzwi"? Co to może znaczyć? Przyjadą tu?
- Nie wiem, może i tak. Czekaj, odpiszę.
Napisałam:
"Ktoś? O kim piszesz? Też Cię kocham"
Odpowiedź dostałam chwilę potem:
"Zobaczycie. To mili faceci :)"
Faceci. To na pewno nie ktos z chłopaków. Więc kto?
Wzruszyłam ramionami i schowałam telefon. <Mój chłopak i jego przyjaciele są naprawdę dziwni> pomyślałam.
Równo o 8:00 w domu rozległo się głośne pukanie. Do drzwi podążyła mama, ale ja z siostrą ją wyminęłyśmy. Otworzyłam drzwi. Przed nami stało dwóch rosłych facetów. Wyglądali jak jacyś gangsterzy z filmów akcji. Obcisłe T-shirty i mocna postawa.
- Louisa i Susan? - zapytał z uśmiechem pierwszy z mężczyzn.
- Tak, a o co chodzi? - zapytała Sus.
- Jestem Eric, a to Josh. Od dzisiaj wasi ochroniarze. - stwierdził drugi.
Spojrzałam na siostrę.
- Hm... ochroniarze? - zwróciłam się do nich.
- Tak. chłopcy prosili byśmy się wami zajęli. Paparazzi potrafią być naprawdę upierdliwi. - zaśmiał się Josh.
- To jak? Jedziemy? - zapytał Eric - Zdaje się, że lekcje macie na 8:30.
W tej samej chwili pod dom podjechał autobus.
- Tak, już idziemy. Weźmiemy jeszcze tylko plecaki - powiedziałam.
Przeżuciłyśmy przez ramię torby i ruszyłyśmy w stronę autobusu.
- Hej, dziewczyny! - zawołał za nami jeden z "goryli".
Odwróciłyśmy się i spojrzałyśmy na niego pytająco.
- Jedziemy do szkoły wozem służbowym, SUV-em. - wskazał na duży czarny samochód stojący na podjeździe.
Skręciłyśmy w jego stronę, a Eric i Josh szli za nami. Ludzie siedzący w autobusie patrzyli na nas pytająco. My tylko wzruszyłyśmy ramionami i szłyśmy z szerokim uśmiechem. Nigdy nie lubiłyśmy jeździć szkolnym gruchotem. Na samym początku tatko woził nas swoim "wypasionym" autem, ale potem zaczął wcześniej chodzić do pracy i byłyśmy zmuszone jeździć żółtym klekotem.
Wsiadłyśmy na tył samochodu, a ochroniarze wślizgnęli się na przód. Zapięłyśmy pasy.
Droga do szkoły minęła nam dość szybko. Niestety na miejscu czekali już na nas fotoreporterzy.
- Teraz już widzicie po co zostaliśmy wynajęci - mruknął Eric, nagle przybierając minę nieugiętego, silnego faceta.
Wyszliśmy z SUV-a i do naszych uszu doszły głośne krzyki paparazzi.
- Jak to jest mieć chłopaka z One Direction?!
- Jak to jest się z nimi przyjaźnić?!
- Jacy oni są naprawdę?!
- Jak wygląda wnętrze ich domu?! Wiecie ile wydali na jego urządzenie?!
I tym podobne. Męczące.
By dotrzeć do schodów musieliśmy nieźle się przeciskać. Na szczęście Eric i Josh byli niezastąpieni. W ludziach budzili respekt, więc niektórzy schodzili nam z drogi. Ci co byli na tyle rozsądni. doszliśmy do wejścia, ale w środku nie czekał na nas wymarzony spokój. Uczniowie. Fani.
- Ooo, zazdroszczę wam!
- Jak to jest? Noo, miec sławnego chłopaka?
- Jakieś pikantne szczegóły?
Jednak nasi rówieśnicy mimo wszystko byli mniej natrętni niż ci z zewnątrz. Nastolatkowie widząc groźne postacie naszych opiekunów bali się choćby nas dotknąć.
Pierwszą lekcję miałam z siostrą. Jak zwykle usiadłyśmy razem na ostatnią ławkę, a obrońcy ustali za nami w pozach groźnych bandytów.
Tuż po dzwonku do klasy wpadła śliczna brunetka. Miała na sobie to. Włosy zostawiła rozpuszczone, ale spięła je z tyłu kokardką.
- To jest Alexis. Alexis, tak jak wasze koleżanki z ostatniej ławki, pochodzi z Polski. Jest tutaj nowa, więc proszę, przyjmijcie ją ciepło i oprowadźcie po szkole. - poprosiła nasza nauczycielka - Alexis, proszę, usiądź na wolnej ławce.
Dziewczyna rozejrzała się po sali i spojrzała na pusty stolik. Miejsce naprzeciw mnie i Sus. Podeszła i usiadła na krześle.
Oczami Alexis
Usiadłam przed dwoma ładnymi dziewczynami. Kim są ci faceci stojący za nimi? Ochroniarze? One są jakieś sławne?
Znowu rozejrzałam się po klasie. Uczniów było niewielu, ale w tym było kilka niezłych ciach. Co prawda nieco nie w moim stylu, ale wydawali się w porządku.
Spojrzałam na panią Fletcher. Pisała coś na tablicy i cały czas powtarzała, że sztuka to piękno. zgadzałam się z nią. Niestety ja nie lubię sztuki w teorii. Wolę praktykę. Wyjęłam notatnik i ostro zakończony ołówek. Chwilę się zamyśliłam aż do głowy wpadła mi łąka pełna kolorowych kwiatów. Nie lubię kolorów. Wolę rysunki w odcieniach czerni, bieli i szarości.
Byłam w połowie rysunku kiedy zadzwonił dzwonek. Ktoś postukał palcem w moje ramię. Wzięłam torbę i odwróciłam się.
- Hej, jestem Susan, a to Louisa - powiedziała jedna z dziewczyn, które siedziały za mną. Spojrzałam na dwójkę facetów - O, a to Josh i Eric. Ochroniarze.
- Ochroniarze? - uniosłam brwi - Jesteście sławne?
- Nie, my nie - uśmiechnęła się Louisa - Nasi chłopacy są. Nieważne.
- Pani Fletcher prosił, by ktoś oprowadził cię po szkole. Pomyślałyśmy, że przyjmiemy pod swoje skrzydła naszą rodaczkę. - zaproponowała Susan.
- Dzięki, ale nie skorzystam. Poradzę sobie. - skierowałam się do drzwi.
- Na pewno? Szkoła jest dość duża - zaznaczyła Lou.
- Tak, ale jeszcze raz dzięki. Jak coś będę potrzebowała to na pewno się do was zwrócę. Narka - pożegnałam się i spojrzałam na plan, by sprawdzić w jakiej klasie mam następne zajęcia. W rzeczywistości potrzebowałam małego oprowadzenia, ale nie chciałam, by pomagały mi te dziewczyny.
Oczami Louisy
Zaproponowałyśmy nowej pomoc, ale odmówiła. Wydawała się nieco... nieśmiała? Nie, chyba po prostu nie lubiła towarzystwa "płytkich lasek" Możliwe, że właśnie za takie w jej oczach uchodziłyśmy, bo, nie da się ukryć, lubiłyśmy się stroić. Cóż, nie kazda dziewczyna zakłada do szkoły szpilki.
Rozdzieliłam się z Sus i poszłam na matmę.
Reszta dnia minęła mi dość spokojnie. Ponieważ dzisiejsza pogoda sprzyjała opalaniu większość uczniów w czasie lunchu wyszła na dziedziniec. Z siostrą usiadłyśmy na swoje stałe miejsce. Pomimo, iż przez cały posiłek wypatrywałam Alexis, nigdzie nie mogłam jej dostrzec. Po lunchu miałyśmy jeszcze tylko dwie lekcje, więc około 15:00 byłyśmy już w domu. Odrobiłyśmy lekcję i postanowiłyśmy pojechać jeszcze do chłopców.
Zostaliśmy ich, jak można się było spodziewać, rozwalonych na kanapie. Część drzemała, a druga część oglądała jakiś monotonny serial. Na nasz widok ucieszyli się jak dzieci.
- Bez was jest tu tak nuuudno! - krzyknął Lou i podbiegł, by nas przytulić.
- Przyniosłyśmy gazety - uśmiechnęła się Zuza.
Harry porwał pierwsze lepsze czasopismo i zagłębił się w lekturze.
Oczami Harrego
Wziąłem jakiś magazyn i usiadłem, by go poczytać. Na okładce było moje zdjęcie, więc z ciekawością spojrzałem na nagłówek.
"Czy Harry Styles naprawdę jest homoseksualistą?! Mamy dowody, że tak!"
Co?! - pomyślałem. Otworzyłem na podanej stronie i zacząłem czytać:
"Wokalista zespołu One Direction - Harry Styles; niedawno udowodnił nam, że woli chłopców. W wywiadzie u Alana Carra czuło patrzył na kumpla z zespołu - Louisa Tomlinsona. Nagle nie mogąc powstrzymać impulsu rzucił się na niego z pocałunkiem. Wszyscy byli zaskoczeni, a przystojny dziewiętnastolatek odrywając się od kolegi wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego. Oto zdjęcia z innych jego spontanicznych akcji:
- Hej! - mimo fatalnej pobudki czułam, że ten dzień będzie udany.
- Yhym... - siostra chyba nie podzielała mojego entuzjazmu. Zobaczywszy automat do kawy, poleciała do niego jak na skrzydłach.
- Następnym razem po prostu nie pisz do ana z Zaynem.
- Nie pisaliśmy.
- Jasnee.
- Dobra, cicho - uśmiechnęła się.
Koniec śniadania zjadłyśmy w milczeniu, bo Sus nie była dzisiaj rozmowna. Gdyby nie puder pewnie zobaczyłabym pod jej oczami wielkie wory. W sumie u mnie było podobnie, tyle że ja spałam. Niekoniecznie dobrze, ale spałam.
Poszłam na górę po torebkę z książkami i z powrotem wróciłam na dół.Teraz dołączyła do nas też mama. Tata był już w pracy.
- Cześć, córeczko - przywitała się - Jak się spało?
- Nieźle - zamyśliłam się - Nie licząc koszmarów. Tak, tego samego co zawsze.
- Och, przykro mi - zmieszała się.
- Mamo, nie martw się. Przywykłam... prawie.
Postawiłam torbę w holu. Była 7:40, więc autobus miałyśmy dopiero za jakieś 20 minut, bo dzisiaj nasze lekcje zaczynały się o 8:30. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk sms'a dochodzącego z mojej kieszeni. Wyjęłam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Niall.
" Dzień dobry, słoneczko :) Postanowiliśmy z chłopakami nie zostawiać was na pastwę losu. Około 8:00 ktoś zapuka do waszych drzwi :D Kocham Cię, Niall :*"
- Hej, Zuza, patrz - pokazałam jej esa.
- "Ktoś zapuka do waszych drzwi"? Co to może znaczyć? Przyjadą tu?
- Nie wiem, może i tak. Czekaj, odpiszę.
Napisałam:
"Ktoś? O kim piszesz? Też Cię kocham"
Odpowiedź dostałam chwilę potem:
"Zobaczycie. To mili faceci :)"
Faceci. To na pewno nie ktos z chłopaków. Więc kto?
Wzruszyłam ramionami i schowałam telefon. <Mój chłopak i jego przyjaciele są naprawdę dziwni> pomyślałam.
Równo o 8:00 w domu rozległo się głośne pukanie. Do drzwi podążyła mama, ale ja z siostrą ją wyminęłyśmy. Otworzyłam drzwi. Przed nami stało dwóch rosłych facetów. Wyglądali jak jacyś gangsterzy z filmów akcji. Obcisłe T-shirty i mocna postawa.
- Louisa i Susan? - zapytał z uśmiechem pierwszy z mężczyzn.
- Tak, a o co chodzi? - zapytała Sus.
- Jestem Eric, a to Josh. Od dzisiaj wasi ochroniarze. - stwierdził drugi.
Spojrzałam na siostrę.
- Hm... ochroniarze? - zwróciłam się do nich.
- Tak. chłopcy prosili byśmy się wami zajęli. Paparazzi potrafią być naprawdę upierdliwi. - zaśmiał się Josh.
- To jak? Jedziemy? - zapytał Eric - Zdaje się, że lekcje macie na 8:30.
W tej samej chwili pod dom podjechał autobus.
- Tak, już idziemy. Weźmiemy jeszcze tylko plecaki - powiedziałam.
Przeżuciłyśmy przez ramię torby i ruszyłyśmy w stronę autobusu.
- Hej, dziewczyny! - zawołał za nami jeden z "goryli".
Odwróciłyśmy się i spojrzałyśmy na niego pytająco.
- Jedziemy do szkoły wozem służbowym, SUV-em. - wskazał na duży czarny samochód stojący na podjeździe.
Skręciłyśmy w jego stronę, a Eric i Josh szli za nami. Ludzie siedzący w autobusie patrzyli na nas pytająco. My tylko wzruszyłyśmy ramionami i szłyśmy z szerokim uśmiechem. Nigdy nie lubiłyśmy jeździć szkolnym gruchotem. Na samym początku tatko woził nas swoim "wypasionym" autem, ale potem zaczął wcześniej chodzić do pracy i byłyśmy zmuszone jeździć żółtym klekotem.
Wsiadłyśmy na tył samochodu, a ochroniarze wślizgnęli się na przód. Zapięłyśmy pasy.
Droga do szkoły minęła nam dość szybko. Niestety na miejscu czekali już na nas fotoreporterzy.
- Teraz już widzicie po co zostaliśmy wynajęci - mruknął Eric, nagle przybierając minę nieugiętego, silnego faceta.
Wyszliśmy z SUV-a i do naszych uszu doszły głośne krzyki paparazzi.
- Jak to jest mieć chłopaka z One Direction?!
- Jak to jest się z nimi przyjaźnić?!
- Jacy oni są naprawdę?!
- Jak wygląda wnętrze ich domu?! Wiecie ile wydali na jego urządzenie?!
I tym podobne. Męczące.
By dotrzeć do schodów musieliśmy nieźle się przeciskać. Na szczęście Eric i Josh byli niezastąpieni. W ludziach budzili respekt, więc niektórzy schodzili nam z drogi. Ci co byli na tyle rozsądni. doszliśmy do wejścia, ale w środku nie czekał na nas wymarzony spokój. Uczniowie. Fani.
- Ooo, zazdroszczę wam!
- Jak to jest? Noo, miec sławnego chłopaka?
- Jakieś pikantne szczegóły?
Jednak nasi rówieśnicy mimo wszystko byli mniej natrętni niż ci z zewnątrz. Nastolatkowie widząc groźne postacie naszych opiekunów bali się choćby nas dotknąć.
Pierwszą lekcję miałam z siostrą. Jak zwykle usiadłyśmy razem na ostatnią ławkę, a obrońcy ustali za nami w pozach groźnych bandytów.
Tuż po dzwonku do klasy wpadła śliczna brunetka. Miała na sobie to. Włosy zostawiła rozpuszczone, ale spięła je z tyłu kokardką.
- To jest Alexis. Alexis, tak jak wasze koleżanki z ostatniej ławki, pochodzi z Polski. Jest tutaj nowa, więc proszę, przyjmijcie ją ciepło i oprowadźcie po szkole. - poprosiła nasza nauczycielka - Alexis, proszę, usiądź na wolnej ławce.
Dziewczyna rozejrzała się po sali i spojrzała na pusty stolik. Miejsce naprzeciw mnie i Sus. Podeszła i usiadła na krześle.
Oczami Alexis
Usiadłam przed dwoma ładnymi dziewczynami. Kim są ci faceci stojący za nimi? Ochroniarze? One są jakieś sławne?
Znowu rozejrzałam się po klasie. Uczniów było niewielu, ale w tym było kilka niezłych ciach. Co prawda nieco nie w moim stylu, ale wydawali się w porządku.
Spojrzałam na panią Fletcher. Pisała coś na tablicy i cały czas powtarzała, że sztuka to piękno. zgadzałam się z nią. Niestety ja nie lubię sztuki w teorii. Wolę praktykę. Wyjęłam notatnik i ostro zakończony ołówek. Chwilę się zamyśliłam aż do głowy wpadła mi łąka pełna kolorowych kwiatów. Nie lubię kolorów. Wolę rysunki w odcieniach czerni, bieli i szarości.
Byłam w połowie rysunku kiedy zadzwonił dzwonek. Ktoś postukał palcem w moje ramię. Wzięłam torbę i odwróciłam się.
- Hej, jestem Susan, a to Louisa - powiedziała jedna z dziewczyn, które siedziały za mną. Spojrzałam na dwójkę facetów - O, a to Josh i Eric. Ochroniarze.
- Ochroniarze? - uniosłam brwi - Jesteście sławne?
- Nie, my nie - uśmiechnęła się Louisa - Nasi chłopacy są. Nieważne.
- Pani Fletcher prosił, by ktoś oprowadził cię po szkole. Pomyślałyśmy, że przyjmiemy pod swoje skrzydła naszą rodaczkę. - zaproponowała Susan.
- Dzięki, ale nie skorzystam. Poradzę sobie. - skierowałam się do drzwi.
- Na pewno? Szkoła jest dość duża - zaznaczyła Lou.
- Tak, ale jeszcze raz dzięki. Jak coś będę potrzebowała to na pewno się do was zwrócę. Narka - pożegnałam się i spojrzałam na plan, by sprawdzić w jakiej klasie mam następne zajęcia. W rzeczywistości potrzebowałam małego oprowadzenia, ale nie chciałam, by pomagały mi te dziewczyny.
Oczami Louisy
Zaproponowałyśmy nowej pomoc, ale odmówiła. Wydawała się nieco... nieśmiała? Nie, chyba po prostu nie lubiła towarzystwa "płytkich lasek" Możliwe, że właśnie za takie w jej oczach uchodziłyśmy, bo, nie da się ukryć, lubiłyśmy się stroić. Cóż, nie kazda dziewczyna zakłada do szkoły szpilki.
Rozdzieliłam się z Sus i poszłam na matmę.
Reszta dnia minęła mi dość spokojnie. Ponieważ dzisiejsza pogoda sprzyjała opalaniu większość uczniów w czasie lunchu wyszła na dziedziniec. Z siostrą usiadłyśmy na swoje stałe miejsce. Pomimo, iż przez cały posiłek wypatrywałam Alexis, nigdzie nie mogłam jej dostrzec. Po lunchu miałyśmy jeszcze tylko dwie lekcje, więc około 15:00 byłyśmy już w domu. Odrobiłyśmy lekcję i postanowiłyśmy pojechać jeszcze do chłopców.
Zostaliśmy ich, jak można się było spodziewać, rozwalonych na kanapie. Część drzemała, a druga część oglądała jakiś monotonny serial. Na nasz widok ucieszyli się jak dzieci.
- Bez was jest tu tak nuuudno! - krzyknął Lou i podbiegł, by nas przytulić.
- Przyniosłyśmy gazety - uśmiechnęła się Zuza.
Harry porwał pierwsze lepsze czasopismo i zagłębił się w lekturze.
Oczami Harrego
Wziąłem jakiś magazyn i usiadłem, by go poczytać. Na okładce było moje zdjęcie, więc z ciekawością spojrzałem na nagłówek.
"Czy Harry Styles naprawdę jest homoseksualistą?! Mamy dowody, że tak!"
Co?! - pomyślałem. Otworzyłem na podanej stronie i zacząłem czytać:
"Wokalista zespołu One Direction - Harry Styles; niedawno udowodnił nam, że woli chłopców. W wywiadzie u Alana Carra czuło patrzył na kumpla z zespołu - Louisa Tomlinsona. Nagle nie mogąc powstrzymać impulsu rzucił się na niego z pocałunkiem. Wszyscy byli zaskoczeni, a przystojny dziewiętnastolatek odrywając się od kolegi wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego. Oto zdjęcia z innych jego spontanicznych akcji:
- Nie, no. cholera, to chyba jakaś kpina! - wybuchłem.
- Harry, co się stało? - zapytał Niall.
- Jebane plotki - to co się stało! - zakląłem i wybiegłem z domu.
Z nieba padały duże krople deszczu, ale i tak nie wróciłem do suchego domu. Potrzebowałem świeżego powietrza i samotności.
Najpierw głupie plotki o rzekomym romansie z jakąś czterdziestolatką (!), a teraz to.
Deszcz przybierał na sile. Bez namysłu skierowałem sie w stronę parku. Gdy weszłem w głąb skweru zderzyłem się z kimś.
- Kurwa, uważaj! - usłyszałem dziewczęcy głos, wiec podniosłem wzrok na jej twarz.
Przede mną stała najpiękniejsza dziewczyna na świecie.
Od Autora:
Taak, przepraszam Was, że tak długo nie dodawałam nowego rozdziału. Niestety mama dała mi karę, grr... Ale juz jestem z Wami :)
Jak wam się podoba ta część? Myślicie, że ze Harry rozkocha w sobie spotkaną dziewczynę? :D
Licze na komentarze.
Dziękuję za tak dużo wyświetleń, jesteście kochani!
~ Luizka
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Kontakt
Jeżeli chcecie zadać mi jakieś pytania dotyczące bloga (czy też nie tylko :D) to piszcie do mnie na:
Ask:
http://ask.fm/rainbow25
Facebook:
https://www.facebook.com/luiza.manuszewska?ref=tn_tnmn
Twitter:
https://twitter.com/LMagnuszewska
GG:
46995275
G-mail:
rainbow251099@gmail.com
~ Luizka
Ask:
http://ask.fm/rainbow25
Facebook:
https://www.facebook.com/luiza.manuszewska?ref=tn_tnmn
Twitter:
https://twitter.com/LMagnuszewska
GG:
46995275
G-mail:
rainbow251099@gmail.com
~ Luizka
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Nowa bohaterka :]
Alexis (Ola)
Ma
16 lat. Tak jak Luiza i Zuza, pochodzi z Polski. Jest nową uczennicą w
klasie Lui i Sus. Do Londynu przeprowadziła się z powodu wypadku
samochodowego rodziców. Mieszka z bogatą ciotką, która ją kocha i
rozpieszcza, ale nie poświęca jej nazbyt czasu.
Jej ulubioną muzyką jest głównie rock, czyli takie zespoły jak: Evanescence, Guns N' Roses,
Led Zeppelin, Nirvana. Ma też słabość do Depeche Mode. Uwielbia rysować i śpiewać, choć nie robi tego publicznie. Jest szalona, choć po smierci rodziców nieco przystopowała.
Led Zeppelin, Nirvana. Ma też słabość do Depeche Mode. Uwielbia rysować i śpiewać, choć nie robi tego publicznie. Jest szalona, choć po smierci rodziców nieco przystopowała.
Od Autora:
Postanowiłam dodać nową osobę :) Zaczęłam też pisać "oczami innymi osób" :D
Zaraz będzie rozdział :)
~ Luizka
niedziela, 14 kwietnia 2013
Part 10.
- Dlaczego? Dlaczego nie powiedziałaś i, że jestem dla ciebie tylko pocieszycielem? - zapytał Niall.
Było już około dwóch godzin po zakończeniu wywiadu. Chciałam z Sus wrócić do domu taksówką, ale chłopcy mimo wszystko odwieźli nas limuzyną. Harry, Zayn, Liam i Luois wrócili do domu, ale Irlandczyk został.
- Pocieszycielem?! - wybuchłam - Naprawdę uważasz, że jesteś dla mnie tylko pocieszycielem?! Że moje uczucia do ciebie są udawane? Że mi zależy tylko na tym, by nie być samotną...?
Nie odpowiedział. Chyba myślał nad odpowiedzią. Odkąd wróciliśmy do domu on tylko siedział na moim łóżku i przyglądał się moim przygotowaniom do szkoły. Męczył mnie jego cicha postawa i smutny wzrok, ale nie dałam tego po sobie znać. Chciałam, by to on pierwszy zaczął rozmowę. I zaczął.
- Nie wiem co myśleć - mruknął - Nie jestem na ciebie zły czy coś. Po prostu jest mi smutno. Smutno, bo nie powiedziałaś mi o tym Daniel...
- Nie powiedziałam ci, bo nie jest mi łatwo o nim mówić. Cały czas czuję się winna jego śmierci, rozumiesz? - szepnęłam.
- Ty? Winna? - dopytywał się blondyn.
- Tak..., winna.
Była sobota, wieczór. Z Danielem chodziłam już sporo czasu. Umówiliśmy sie na randkę, spacer po parku. chodziliśmy, rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, całowaliśmy.
Nagle Dani znieruchomiał.
- Musimy porozmawiać - powiedział i usiadł na ławce.
- Yhm? - usiadłam obok niego.
- Hm... Chyba... nie możemy się dalej spotykać - wydusił z siebie.
- Co?! Zrywasz ze mną? - krzyknęłam i poderwałam się na nogi.
- Lui, to nie chodzi o to, że już mi się nie podobasz czy coś. Dalej cie kocham i nigdy nie przestanę. Przyrzekam. Nie zapomnę cię aż do śmierci. Chodzi tylko o to, że moja matka chce mnie wysłać do szkoły z internatem gdzieś na Pensylwanii. Twierdzi, że przez spotykanie się z tobą opuszczam się w nauce.
- Przeciwstaw się jej.
- Próbowałem - mruknął - Próbowałem wszystkiego, ale ona jest głucha na moje argumenty. Powiedziała, że wyśle mnie tam siłą.
- Nie, nie! To nie dzieje się naprawdę - zaczęłam biec.
- Lui, zaczekaj - Dani wstał z ławki i zaczął za mną biec.
- Nie, zostaw mnie!
Biegłam całkowicie na oślep. Przebiegłam przez ulicę nie patrząc na nadjeżdżając samochody. Nagle usłyszałam głośny pisk opon i huk zderzenia. Jak w transie obróciłam się w stronę jezdni. Samochód, krew, śmierć.
- Nieee!!!
Podbiegłam do Daniela. Leżał w ogromnej kałuży czerwonego, życiodajnego płynu. Uklękłam i położyłam jego głowę na moje kolana.
- Proszę, Dani, obudź się! - krzyczałam - Proszę nie odchodź! Nie zostawiaj mnie! Nie możesz mi tego zrobić! Proszę... nie umieraj... - wstrząsał mną spazmatyczny szloch. Moje łzy spadały na zakrwawioną twarz ukochanego. Jak przez mgłę słyszałam sygnał zbliżającej się karetki.
- Jak przez mgłę pamiętam ręce odciągające mnie od jego ciała... - zakończyłam i dopiero teraz zorientowałam się, że siedzę wtulona w Nialla - Gdyby wtedy tak nie zareagował pewnie on nadal by żył.
- Nie to nie jest woja wina. Nie możesz się tak oskarżać. Los tak chciał.
- Mimo wszystko czuję się winna.
- Przepraszam, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem.
- Przepraszam, że nie powiedziałam ci o Danim.
- Nie gniewam się.
- Nie gniewam się.
Przyciągnął mnie i znowu mogłam zatracić się w jego pocałunkach.
Leżeliśmy wtuleni w siebie, dopóki do drzwi nie zapukała mama.
- Chyba czas "wygonić" gościa - uśmiechnęła się ciepło - Jutro szkoła, córeczko.
- Mamo, dasz nam jeszcze chwileczkę?
- Oczywiście. Chwileczkę - powiedziała i z powrotem zamknęła drzwi.
- Możesz jeszcze tylko coś mi zaśpiewać, zagrać? - zapytałam z nadzieją.
Kiwnął głową, a ja podałam mu gitarę.
<piosenka>
Poprzez ocean, poprzez morze
Zaczynam zapominać sposób w jaki na mnie patrzysz
Poprzez góry, poprzez niebo
Potrzebuję ujrzeć twą twarz, potrzebuję spojrzeć w twoje oczy
Poprzez burzę i poprzez chmury
Wyboista droga i teraz do góry nogami
Wiem, że jest trudno spać w nocy
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Poprzez smutek i walki
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Cały czas w moim pokoju
Czekam na to, aż zadzwonisz, już wkrótce
Dla ciebie, oh, mógłbym przejść tysiąc mil
Żeby być w twoich ramionach, trzymasz moje serce
Oh ja, oh ja, ja kocham cię
I wszystko będzie w porządku
W porządku
Poprzez długie noce i poprzez jasne światła
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Wiesz, że się o ciebie troszczę, zawszę będę tu dla ciebie
Obiecuję, że zostanę dokładnie tutaj
Wiem, że także mnie pragniesz, kochanie, możemy przejść poprzez cokolwiek, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Poprzez smutek i walki
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku, w porządku
Poprzez smutek i walki
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
Od Autora:
Uuu, świętujemy :) 10 rozdział :) haha
Tak jak obiecałam rozdział jest dłuższy :D
Wczoraj ustawiłam, że komentować mogą też anonimy, więc myślę, że teraz będzie więcej opinii :)
Dziękuję za tyle wyświetleń :*
~ Luizka
Było już około dwóch godzin po zakończeniu wywiadu. Chciałam z Sus wrócić do domu taksówką, ale chłopcy mimo wszystko odwieźli nas limuzyną. Harry, Zayn, Liam i Luois wrócili do domu, ale Irlandczyk został.
- Pocieszycielem?! - wybuchłam - Naprawdę uważasz, że jesteś dla mnie tylko pocieszycielem?! Że moje uczucia do ciebie są udawane? Że mi zależy tylko na tym, by nie być samotną...?
Nie odpowiedział. Chyba myślał nad odpowiedzią. Odkąd wróciliśmy do domu on tylko siedział na moim łóżku i przyglądał się moim przygotowaniom do szkoły. Męczył mnie jego cicha postawa i smutny wzrok, ale nie dałam tego po sobie znać. Chciałam, by to on pierwszy zaczął rozmowę. I zaczął.
- Nie wiem co myśleć - mruknął - Nie jestem na ciebie zły czy coś. Po prostu jest mi smutno. Smutno, bo nie powiedziałaś mi o tym Daniel...
- Nie powiedziałam ci, bo nie jest mi łatwo o nim mówić. Cały czas czuję się winna jego śmierci, rozumiesz? - szepnęłam.
- Ty? Winna? - dopytywał się blondyn.
- Tak..., winna.
Była sobota, wieczór. Z Danielem chodziłam już sporo czasu. Umówiliśmy sie na randkę, spacer po parku. chodziliśmy, rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, całowaliśmy.
Nagle Dani znieruchomiał.
- Musimy porozmawiać - powiedział i usiadł na ławce.
- Yhm? - usiadłam obok niego.
- Hm... Chyba... nie możemy się dalej spotykać - wydusił z siebie.
- Co?! Zrywasz ze mną? - krzyknęłam i poderwałam się na nogi.
- Lui, to nie chodzi o to, że już mi się nie podobasz czy coś. Dalej cie kocham i nigdy nie przestanę. Przyrzekam. Nie zapomnę cię aż do śmierci. Chodzi tylko o to, że moja matka chce mnie wysłać do szkoły z internatem gdzieś na Pensylwanii. Twierdzi, że przez spotykanie się z tobą opuszczam się w nauce.
- Przeciwstaw się jej.
- Próbowałem - mruknął - Próbowałem wszystkiego, ale ona jest głucha na moje argumenty. Powiedziała, że wyśle mnie tam siłą.
- Nie, nie! To nie dzieje się naprawdę - zaczęłam biec.
- Lui, zaczekaj - Dani wstał z ławki i zaczął za mną biec.
- Nie, zostaw mnie!
Biegłam całkowicie na oślep. Przebiegłam przez ulicę nie patrząc na nadjeżdżając samochody. Nagle usłyszałam głośny pisk opon i huk zderzenia. Jak w transie obróciłam się w stronę jezdni. Samochód, krew, śmierć.
- Nieee!!!
Podbiegłam do Daniela. Leżał w ogromnej kałuży czerwonego, życiodajnego płynu. Uklękłam i położyłam jego głowę na moje kolana.
- Proszę, Dani, obudź się! - krzyczałam - Proszę nie odchodź! Nie zostawiaj mnie! Nie możesz mi tego zrobić! Proszę... nie umieraj... - wstrząsał mną spazmatyczny szloch. Moje łzy spadały na zakrwawioną twarz ukochanego. Jak przez mgłę słyszałam sygnał zbliżającej się karetki.
- Jak przez mgłę pamiętam ręce odciągające mnie od jego ciała... - zakończyłam i dopiero teraz zorientowałam się, że siedzę wtulona w Nialla - Gdyby wtedy tak nie zareagował pewnie on nadal by żył.
- Nie to nie jest woja wina. Nie możesz się tak oskarżać. Los tak chciał.
- Mimo wszystko czuję się winna.
- Przepraszam, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem.
- Przepraszam, że nie powiedziałam ci o Danim.
- Nie gniewam się.
- Nie gniewam się.
Przyciągnął mnie i znowu mogłam zatracić się w jego pocałunkach.
Leżeliśmy wtuleni w siebie, dopóki do drzwi nie zapukała mama.
- Chyba czas "wygonić" gościa - uśmiechnęła się ciepło - Jutro szkoła, córeczko.
- Mamo, dasz nam jeszcze chwileczkę?
- Oczywiście. Chwileczkę - powiedziała i z powrotem zamknęła drzwi.
- Możesz jeszcze tylko coś mi zaśpiewać, zagrać? - zapytałam z nadzieją.
Kiwnął głową, a ja podałam mu gitarę.
<piosenka>
Poprzez ocean, poprzez morze
Zaczynam zapominać sposób w jaki na mnie patrzysz
Poprzez góry, poprzez niebo
Potrzebuję ujrzeć twą twarz, potrzebuję spojrzeć w twoje oczy
Poprzez burzę i poprzez chmury
Wyboista droga i teraz do góry nogami
Wiem, że jest trudno spać w nocy
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Poprzez smutek i walki
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Cały czas w moim pokoju
Czekam na to, aż zadzwonisz, już wkrótce
Dla ciebie, oh, mógłbym przejść tysiąc mil
Żeby być w twoich ramionach, trzymasz moje serce
Oh ja, oh ja, ja kocham cię
I wszystko będzie w porządku
W porządku
Poprzez długie noce i poprzez jasne światła
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Wiesz, że się o ciebie troszczę, zawszę będę tu dla ciebie
Obiecuję, że zostanę dokładnie tutaj
Wiem, że także mnie pragniesz, kochanie, możemy przejść poprzez cokolwiek, bo wszystko będzie w porządku
W porządku
Poprzez smutek i walki
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
W porządku, w porządku
Poprzez smutek i walki
Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku
Od Autora:
Uuu, świętujemy :) 10 rozdział :) haha
Tak jak obiecałam rozdział jest dłuższy :D
Wczoraj ustawiłam, że komentować mogą też anonimy, więc myślę, że teraz będzie więcej opinii :)
Dziękuję za tyle wyświetleń :*
~ Luizka
sobota, 13 kwietnia 2013
Part 9.
Po wywiadzie spotkaliśmy się jeszcze z Paulem. Chciał osobiście poznać mnie i Zuzę, ale miał też
jakieś sprawy do zespołu. Chłopcy rozmawiali, a ja i Sus siedziałyśmy przytulone na kanapie.
- Wiesz co? - mruknęła - Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogę być tak bardzo szczęśliwa. To jest niesamowite. Oni są niesamowici.
- Taak - szepnęłam i na chwilę zamilkłam - A ja... ja... nie spodziewałam się, że jeszcze kiedykolwiek zakocham się tak mocno. Wiesz jak bardzo kochałam Daniela. Już wtedy planowaliśmy razem przyszłość. Tak, to pewnie śmieszne. Głupia trzynastolatka. Ale taka była rzeczywistość. Nie wyobrażałam sobie, że w przyszłości mogę być z kimś innym. Tak bardzo mi go brakowało gdy odszedł...
- Nie musimy teraz o tym rozmawiać - powiedziała Susan. Zauważyła, że po moim policzku spłynęła łza.
- Ale chcę. Chcę to z siebie wyrzucić - drgnęłam - Daniel był tak bardzo inny od reszty chłopaków. Przy nim czułam się niesamowicie bezpieczna i szczęśliwa. Gdy go zabrakło... czułam jakby wyrwano mi pół serca. Pół, bo z drugą częścią musiałam żyć. Musiałam cierpieć. Musiałam czuć tą okropną pustkę, która zabierała mi całą radość życia. To co było dla mnie najważniejsze odeszło, a reszta stała się niczym. - zamilkłam i wierzchem dłoni otarłam mokry od łez policzek - Na szczęście najmocniej czułam to cierpienie będąc w Polsce. Patrząc na te miejsca gdzie był Dani. Potrzebowałam oderwać się od tamtej rzeczywistości. Pamiętasz jak bardzo ucieszyłam się, gdy tato powiedział, że został przeniesiony tu, do Londynu? - popatrzyłam na siostrę - Cieszyłam się jak dziecko, które ma możliwość wymienienia wszystkich swoich starych zabawek na całkiem nowe. Przeprowadziliśmy się tu i poczułam się o niebo lepiej. Nie zapomniałam, ale umiałam odnaleźć w sobie radość. Cierpienie odzywało się tylko w samotności. Kidy nie miałam przy sobie przyjaciół, ciebie - zamknęłam oczy - Ale teraz? Teraz jest inaczej. Czuję jakby pustkę ktoś wypełniał. Tak jakby moim lekarzem był Niall. Czasami wydaje mi się, że nad jego duszą czuwa Daniel. Tak jakby to on chciał, bym znalazła sobie kogoś kto mnie uszczęśliwi tak jak on mnie uszczęśliwiał. Są do siebie tak bardzo podobni. Ale to nie znaczy, że zakochałam się Niallu tylko dlatego, że ma w sobie coś z Daniego. Nie. Pokochałam go za to jaki on sam jest. Za jego odrębne nawyki. Czuję, że to on jest tym kogo potrzebowałam przez te trzy lata.
- Och, kochanie - Zuza otarła mi łzy - Byłaś taka silna. Przepraszam cię. Przepraszam cię z to, że nie pomogłam ci jeszcze bardziej. Że nie byłma przy tobie w tych najbardziej trudnych sytuacjach.
- Co? - zdziwiłam się - Ty mnie jeszcze przepraszasz? Nie masz nawet pojęcia jak bardzo mi pomogłaś. To głównie dzięki tobie tu jestem. Gdyby nie ty, pewnie już dawno dołączyłabym do Daniela.
- Nie możesz tak mówić - zaprotestowała Sus.
- Mogę. Byłaś ze mną zawsze gdy cię potrzebowałam. Nie chciałam ci wtedy mówić o tym okropnym cierpieniu. Nie chciałam nadopiekuńczości. Nie chciałam, by ktoś jeszcze nosił mój ciężar. Chciałam tylko mieć przy sobie kogoś, kto mnie wesprze, przytuli i wypłacze się razem ze mną nawet nie znając przy czyny takich zachowań.
- Byłam - szepnęła Zuzia.
- Byłaś - potwierdziłam - I za to ci dziękuję - przytuliłam ją mocniej i w tym momencie zerknęłam w bok.
Zobaczyłam Nialla.
Słyszał całą naszą rozmowę.
Czułam to.
Od Autora:
Och, przepraszam, że taki krótki, ale mówię - po prostu nie mam pomysłów na dłuższe.
A. Horan A. Payne K. Styles - obiecuje ci, że następny rozdział jednak będzie dłuższy :)
Dziękuję za wejścia ;*
~ Luizka
jakieś sprawy do zespołu. Chłopcy rozmawiali, a ja i Sus siedziałyśmy przytulone na kanapie.
- Wiesz co? - mruknęła - Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogę być tak bardzo szczęśliwa. To jest niesamowite. Oni są niesamowici.
- Taak - szepnęłam i na chwilę zamilkłam - A ja... ja... nie spodziewałam się, że jeszcze kiedykolwiek zakocham się tak mocno. Wiesz jak bardzo kochałam Daniela. Już wtedy planowaliśmy razem przyszłość. Tak, to pewnie śmieszne. Głupia trzynastolatka. Ale taka była rzeczywistość. Nie wyobrażałam sobie, że w przyszłości mogę być z kimś innym. Tak bardzo mi go brakowało gdy odszedł...
- Nie musimy teraz o tym rozmawiać - powiedziała Susan. Zauważyła, że po moim policzku spłynęła łza.
- Ale chcę. Chcę to z siebie wyrzucić - drgnęłam - Daniel był tak bardzo inny od reszty chłopaków. Przy nim czułam się niesamowicie bezpieczna i szczęśliwa. Gdy go zabrakło... czułam jakby wyrwano mi pół serca. Pół, bo z drugą częścią musiałam żyć. Musiałam cierpieć. Musiałam czuć tą okropną pustkę, która zabierała mi całą radość życia. To co było dla mnie najważniejsze odeszło, a reszta stała się niczym. - zamilkłam i wierzchem dłoni otarłam mokry od łez policzek - Na szczęście najmocniej czułam to cierpienie będąc w Polsce. Patrząc na te miejsca gdzie był Dani. Potrzebowałam oderwać się od tamtej rzeczywistości. Pamiętasz jak bardzo ucieszyłam się, gdy tato powiedział, że został przeniesiony tu, do Londynu? - popatrzyłam na siostrę - Cieszyłam się jak dziecko, które ma możliwość wymienienia wszystkich swoich starych zabawek na całkiem nowe. Przeprowadziliśmy się tu i poczułam się o niebo lepiej. Nie zapomniałam, ale umiałam odnaleźć w sobie radość. Cierpienie odzywało się tylko w samotności. Kidy nie miałam przy sobie przyjaciół, ciebie - zamknęłam oczy - Ale teraz? Teraz jest inaczej. Czuję jakby pustkę ktoś wypełniał. Tak jakby moim lekarzem był Niall. Czasami wydaje mi się, że nad jego duszą czuwa Daniel. Tak jakby to on chciał, bym znalazła sobie kogoś kto mnie uszczęśliwi tak jak on mnie uszczęśliwiał. Są do siebie tak bardzo podobni. Ale to nie znaczy, że zakochałam się Niallu tylko dlatego, że ma w sobie coś z Daniego. Nie. Pokochałam go za to jaki on sam jest. Za jego odrębne nawyki. Czuję, że to on jest tym kogo potrzebowałam przez te trzy lata.
- Och, kochanie - Zuza otarła mi łzy - Byłaś taka silna. Przepraszam cię. Przepraszam cię z to, że nie pomogłam ci jeszcze bardziej. Że nie byłma przy tobie w tych najbardziej trudnych sytuacjach.
- Co? - zdziwiłam się - Ty mnie jeszcze przepraszasz? Nie masz nawet pojęcia jak bardzo mi pomogłaś. To głównie dzięki tobie tu jestem. Gdyby nie ty, pewnie już dawno dołączyłabym do Daniela.
- Nie możesz tak mówić - zaprotestowała Sus.
- Mogę. Byłaś ze mną zawsze gdy cię potrzebowałam. Nie chciałam ci wtedy mówić o tym okropnym cierpieniu. Nie chciałam nadopiekuńczości. Nie chciałam, by ktoś jeszcze nosił mój ciężar. Chciałam tylko mieć przy sobie kogoś, kto mnie wesprze, przytuli i wypłacze się razem ze mną nawet nie znając przy czyny takich zachowań.
- Byłam - szepnęła Zuzia.
- Byłaś - potwierdziłam - I za to ci dziękuję - przytuliłam ją mocniej i w tym momencie zerknęłam w bok.
Zobaczyłam Nialla.
Słyszał całą naszą rozmowę.
Czułam to.
Od Autora:
Och, przepraszam, że taki krótki, ale mówię - po prostu nie mam pomysłów na dłuższe.
A. Horan A. Payne K. Styles - obiecuje ci, że następny rozdział jednak będzie dłuższy :)
Dziękuję za wejścia ;*
~ Luizka
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








